środa, 25 lipca 2018

"Gdzieś na Południu Toskanii" Diana G. Armstrong - recenzja książki

W tej książce jest słońce, optymizm, przygody i mnóstwo wybornego jedzenia.
Czego chcieć więcej, pytam ja miłośniczka Włoch a w szczególności Toskanii, miłośniczka włoskiej kuchni? jedynie tylko tego aby tam pojechać, już teraz zaraz a po lekturze książki: natychmiast.

Toskania to marzenie niejednego italofila i nie tylko, każdy czułby się tam dobrze i nabierał sił na dalsze dni, miesiące, lata.
Gdzieś na pograniczu Umbrii i Toskanii w miasteczku Lubriano państwo Armstrong, Diana i David podczas urlopu, znajdują swoje miejsce na ziemi.
Kupują dom,  spełnienie ich marzeń a w książce Diana opisuje perypetie związane z kupnem, rejestracją i remontem pięknego domu.
W domu zakupionym przez Dianę i Davida kiedyś mieszkali mnisi a przy remoncie ciekawe znaleziska stawiają mieszkańców na wyższym poziomie mieszkańców Lubriano.
Są tu i zwaśnieni sąsiedzi, i dom pamiętający czasy Leonarda da Vinci, i pachnąca tymiankiem pasta fresca.
A przede wszystkim jest Lubriano - bajkowe średniowieczne miasteczko, w którym czas płynie zupełnie inaczej i skąd nie ma się ochoty wyjeżdżać.
Po ataku zimy:
"Lubriano wygląda jak obrazek bożonarodzeniowej kartki, a widok jest jeszcze bardziej zachwycający niż zwykle, gdy z doliny wyłania się pokryte śniegiem miasteczko Civita."
Jakie niespodzianki na Via Roma 17 zostawiła bohaterom zwłowroga signora Morelli? 
Co za skarby kryje w sobie zapomniane annesso?
Czemu królik Signory Gaspari wart jest 6 tysięcy dolarów, a włoski dzień zaczyna się i kończy zawsze w miejscowym caffe’? Diana i David uczą się brać udział w życiu mieszkańców, brać udział we wszelakich festiwalach, komuniach, pogrzebach tej społeczności.
Książkę „Gdzieś na południu Toskanii” czyta się niezwykle lekko, a to za sprawą pięknych opisów, ciekawych anegdot, ogromu humoru.
Przy tej lekturze można się rozmarzyć, zrelaksować i poczuć zapach ziół, cyprysów czy grzybów.
Opowiedziana z wdziękiem i dowcipem historia przenosi nas w świat włoskiej zmysłowości, kamiennych miasteczek i rozpływających się w ustach potraw.
I bardzo ważne dla mnie, miłośniczki kuchni włoskiej: jedzenie.
"Jemy cudowny posiłek. Zaczynamy od gorącej, opiekanej, błyszczącej, czerwonej papryki wprost z pieca od pizzy. Oglądanie gotującego Pierro jest prawdziwą przyjemnością. Kroi papryki na ćwiartki i wkłada na kilka minut do pieca na pizzę. Po upieczeniu są apetycznie brązowe. Dopiero wtedy Pierro kropi je oliwą. Mają wyjątkową strukturę, bez śliskości typowej dla papryki pieczonej w oliwie w normalnym piecyku. Następnie jemy cieniutkie plastry prosciutto i kremową fagioli, białą fasolę - miękką, maślaną, podaną w oliwie, z rozmarynem i czosnkiem....."
Książka zawiera pyszne przepisy kuchni toskańskiej i umbryjskiej, które od razu chce się wypróbować.
Nie było inaczej, panzanella toskańska została zjedzona nazajutrz po lekturze książki.
Przepis wkrótce, a nadmienię tylko że była przepyszna.
Kilka przepisów jeszcze wypróbuje tego lata a potem podzielę się z Wami.
Polecam książkę serdecznie i czekam na opinie.
Wydawnictwo Pascal
data wydania 2013
stron 288
ISBN 978-83-7642-206-0

0 komentarze

Prześlij komentarz

Miło że mnie odwiedziłeś....zostaw po sobie ślad.
Anonimie-podaj swoje imię.
Jeśli podoba Ci się mój blog to proszę dodaj go do obserwowanych.
Dziękuję i zapraszam ponownie.

Obserwatorzy Google+

Obserwatorzy Blogger