Jeszcze w tamtym roku w lipcu poznałam Sylwię, tylko wirtualnie i połączyły nas kamyczki. Sylwia mieszka na stałe w Belgii. I już w tamtym roku podesłała mi swoje piękne kamyczki i dzięki temu kamyczki pomogły dzieciaczkom na licytacjach charytatywnych. W tym roku Sylwia odwiedziła nasz kraj i miałam możliwość przesłać jej moje kamyczki aby zabrała je do Belgii. Część z nich dostała także od innych miłośników malowania kamyczków. Tak oto pojechały w świat. Sylwia prowadzi w Belgii grupę kamyczkową Happy Stones Lommel.
Belgijska podróż moich kamyczków
Na zdjęciu powyżej na samej górze jest moja cytrynka i niebieski kotek.Na samym dole tego zdjęcia jest Szyb "Krystyna" na moim kamyczku
Tutaj są dwa kamyki moje.
To są wisienki i złożone palce namalowane przez Przemka.
Kamyczki powyżej wysłałam do Sylwii podczas jej pobytu w Polsce i tak zaczęła się ich przygoda.Na zdjęciu powyżej dziewczyna w kapeluszu jest mojego autorstwa i również pojedzie do Belgii.
Dziękuję ci Sylwuś za podróż wszystkich moich kamyczków.
A te kamyczki otrzymałam od Sylwii a przyjechały do mnie z Belgii. Te na dole zdjęcia namalował Sylwia.






4 komentarze
Takie drobiazgi na pewno potrafią wywołać uśmiech i zostać miłą pamiątką na długo. Miło, że część kamyczków trafiła również na cele charytatywne.
OdpowiedzUsuńAle fajnie, że kamyczki dotarły aż do Belgii. Najbardziej podoba mi się to, że dzięki nim ktoś może dostać trochę radości i uśmiechu.
OdpowiedzUsuńMiło patrzeć, że małe rzeczy potrafią sprawić komuś radość i przy okazji połączyć ludzi.
OdpowiedzUsuńPiękna historia tych kamyczków, szczególnie że dzięki nim można sprawiać radość innym. Fajnie, że małe rzeczy potrafią tak daleko podróżować.
OdpowiedzUsuńMiło że mnie odwiedziłeś....zostaw po sobie ślad.
Anonimie-podaj swoje imię.
Jeśli podoba Ci się mój blog to proszę dodaj go do obserwowanych.
Dziękuję i zapraszam ponownie.