niedziela, 22 grudnia 2019

"Zojda z Bieszczad" Ewa Lenarczyk recenzja książki

No i mam nową przyjaciółkę do której zaglądałabym kilka razy w tygodniu a jest nią Zofia Lemke zwana dalej Zojdą.
Tak, tak, zaprzyjaźniłam się z bohaterką książki i teraz będzie mi smutno.
Ale do rzeczy.

Czytałam już kilka książek Ewy Lenarczyk i każdą czytało mi się dobrze, bardzo dobrze.
Pisarka ma "lekkie pióro" i tak prowadzi losy bohaterów że nie sposób się z nimi nie utożsamiać, porównywać, oni są tacy jak większość z nas.
Z przeczytaniem "Zojdy z Bieszczad" jakoś tak dziwnie zwlekałam i...teraz pytam po co tak długo zwlekałam?
Historia urzekła mnie od pierwszego do ostatniego zdania.
Jest to historia oparta na autentycznych wydarzeniach z początku XX wieku i opowiada o losach największej emigracji do Brazylii.
Zojda jest biedną znajdą, którą wychowała w Bieszczadach zielarka.
Nauczyła ją posługiwać się w dziedzinie zielarstwa a potem umarła, a dziewczyna sama musiała radzić sobie w życiu.
Los nie oszczędzał Zojdy stawiając na jej drodze miłe i bardzo złe wydarzenia.
Pożar domu sprawił że wraz z Frankiem, postanowili wziąć szybki ślub i wyjechać razem z księdzem Okołowiczem na emigrację do Brazylii.
To ksiądz dobrodziej organizował takie przeprawy i były to pierwsze emigracje do Kurytyby w Brazylii, tam powstawała od podstaw osada emigrantów nie tylko z Polski ale i z Francji, Niemiec.
Nie układa się jej jednak z mężem, a potem z żadnym innym mężczyzną, nie zaznaje tej największej miłości o jakiej marzyła.
Zojdą przez całą opowieść targają uczucia wulkaniczne, raz kocha na zabój, potem wycofuje się, aby na koniec eksplodować miłością macierzyńską i jako przykładna żona, nauczycielka.
Jeśli te losy opisane w książce dotknęły jednej niedużej, choć silnej dziewczyny to jest aż nadto na barki.
Wychowując nieswoje dzieci, daje wyraz swojej empatii i mimo nieszczęść miłości do ludzi.
I tak własnie z niedouczonej prostej zielarki nasza bohaterka staje się licencjonowaną nauczycielką, która wychodzi za mąż po raz kolejny, ostatni za Polaka, naczelnego urbanisty Kurytyby.
A potem żyli długo i szczęśliwie ale.....tu opowieść się kończy i nie zajrzę już do mojej przyjaciółki z Bieszczad.
Książka mnie bardzo urzekła, czytało mi się ją tak lekko i jeśli zdarzyło się że musiałam odłożyć powieść to w pierwszej wolnej chwili ponownie brałam się za czytanie.
Dzięki Ewa za tak silne przeżycia.
Według mnie to najlepsza książka Ewy Lenarczyk jaką do tej pory czytałam.
Tytuł: Zojda z Bieszczad
Autor: Ewa Lenarczyk
Wydawnictwo: Novae Res - wydawnictwo Innowacyjne
Wydana w 2010 roku
stron: 358

3 komentarze

  1. Dzięki Dorotko za taką pozytywną recenzję.
    Mam jednak małe sprostowanie. Ksiądz Okołowicz organizował wyprawy do Brazylii i jest on postacią historyczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, masz rację, jakieś przekłamanie nastąpiło. Obok mojej ulicy jest własnie ulica księdza Okołowicza, dzięki za czujność Ewa i czekam na kolejne powieści.

      Usuń

Miło że mnie odwiedziłeś....zostaw po sobie ślad.
Anonimie-podaj swoje imię.
Jeśli podoba Ci się mój blog to proszę dodaj go do obserwowanych.
Dziękuję i zapraszam ponownie.

Obserwatorzy Blogger