poniedziałek, 6 listopada 2017

Chleb zaduszny - tradycyjne polskie świętowanie

Przedstawiam dziś chleb a raczej bułeczki zaduszne które upiekłam za inspiracją Pyzy.
Tak ładnie o nim opowiadała że zapragnęłam upiec, posmakować i podzielić się z innymi, tak jak tradycja nakazuje.
Nie będę opisywać jak to kiedyś bywało i czemu ten chleb pieczemy, o tym przeczytajcie u Pyzy.
Mnie zaskoczył smak tych niesamowitych chlebków zadusznych.
Taki smak pamiętam z dzieciństwa, babcia wypiekała takie chleby a potem po przyjściu z cmentarza zajadaliśmy mali i duzi.
Przecież po to ten chleb pieczemy aby dzielić się z innymi i choć dzielić powinno się ze zmarłymi w Dzień Zaduszny to żywi z powodzeniem i smakiem te chleby zajadali.
Zapraszam zatem na obfitą relację do Pyzy jak to drzewiej bywało a przepis dziś podam ja.
Piekłam chlebki we wtorek bo tak mówi tradycja a dopiero dziś przedstawiam.
Te chleby - bułki można zajadać cały rok, niemniej jednak w Dzień Zaduszny to tradycja.
Chleb zaduszny - tradycyjne polskie świętowanie.



                    Składniki: 10 chlebków

  • 200 g mąki pszennej T 650
  • 200 g mąki żytniej T 720
  • 20 g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 280 ml letniej wody


Do miski wkruszyłam drożdże, zasypałam je cukrem, chwilę poczekałam aż zaczęły topnieć, wymieszałam.
Dodałam teraz 2 łyżeczki mąki i 50 ml wody, wymieszałam i odstawiłam pod przykryciem na 15 minut aby drożdże zaczęły pracować.
Potem dodałam do zaczynu resztę wody, mąkę i sól i wyrobiłam ciasto.
Przy użyciu robota wyrabiałam je 8 minut, ręcznie trwa to trochę dłużej.
Pozostawiłam ciasto w obsypanej mąką misce na blacie, przykryte folią spożywczą na około 2 godziny do wyrośnięcia.
Czasami proces ten trwa dłużej, czasami krócej.
Ciasto powinno podwoić swoją objętość.
Potem wyjęłam ciasto na blat, delikatnie zagniotłam, podzieliłam na 10 części.
Z każdej części uformowałam mały bochenek - bułeczkę.
Ułożyłam je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i pozostawiłam do napuszenia na około 15 minut, przykryte ściereczką.
Potem na każdym, wyrośniętym chlebku zrobiłam patyczkiem do szaszłyków krzyż, jak mówi tradycja.
Spryskałam chlebki wodą i piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 C z opcją grzania góra/dół 30 minut.
Upieczone studziłam na kratce.

Smacznego.
Źródło.
                                           "Podróże małe i duże"
Listopadowy las
W listopadowym lesie na grzybach byliśmy w sobotę.
Słońce cudnie grzało a kolory resztek liści na drzewach mieniły się w słońcu.
Akumulatory naładowane na ładnych kilka tygodni.
A do tego jeszcze sporo grzybów nazbieraliśmy.

0 komentarze

Prześlij komentarz

Miło że mnie odwiedziłeś....zostaw po sobie ślad.
Anonimie-podaj swoje imię.
Jeśli podoba Ci się mój blog to proszę dodaj go do obserwowanych.
Dziękuję i zapraszam ponownie.

Obserwatorzy Google+

Obserwatorzy Blogger